Uwaga! Nie będę już dodawała postów na blogerze, tylko na wattpadzie. Tutaj macie link :
http://www.wattpad.com/66281031-stranger
piątek, 19 września 2014
Rozdział 2
Cate's POV :
Aż tak Cię to dziwi?
Stałam i czekałam aż blondasek i jego nie umiejący trzymać języka za zębami koleżka wreszcie przestaną wlepiać we mnie wzrok i odezwą się. Tsa... jak widać na próżno. Patrzą się na mnie jak na kosmitkę, ja rozumiem, ta wiadomość mogła ich nieco zaskoczyć, ale żeby robić z tego wielkie halo!? No błagam! Odrobinę taktu panowie, zresztą, skoro już wiedzą, że do "normalnych" osób nie należę, to niech chociaż okażą jakiekolwiek emocje! Hello!!! To nie musi być od razu niesamowity spokój, czy coś w tym rodzaju, nawet lekkie przerażenie sprawiłoby, że poczułabym się lepiej!!! Co ja jestem, duch bez uczuć!? Nie no, nie wytrzymam dłużej!!!
- Mowę wam odjęło? Zobaczyliście ducha? Albo boicie się odezwać? - spytałam zirytowana tą ciagłą ciszą. Nawet mnie to wkurza.
- Ty... Co robisz na wolności? - Nie no, to już przegięcie!!! Serio, nie umiesz powiedzieć niczego więcej?! Trzy minuty bezsensoswnego gapienia się i tylko na tyle go stać?! Przynajmniej tego nie wykrzyczał jak poprzednio. Założę się, że do najmądrzejszych nie należy. Już sam wygląd o tym świadczy, a ja nie należę do osób, które oceniają po wyglądzie. Przynajmniej nie należałam.
- Nie jestem ścigana przez policję, dzięki za troskę. - bez odrobiny sarkazmu nie mogło się odbyć. Przecież to cała ja.
- Ja... nie wiem co powiedzieć... - wystarczy byś się zamknął - dlaczego jesteś... sama wiesz?
Chłoptaś chyba wyraźnie był skołowany. Pomęczę go trochę.
- Dlaczego mnie osądzasz w ogóle mnie nie znając? - to pytanie powinno zbić go z nóg. Mam taką nadzieję.
- Przecież Alexis powiedziała, że... ja sam już nie wiem. Jeśli się ze mnie nabijacie to skończcie, bo to wcalę nie jest śmieszne! - nie masz pojęcia jak bardzo jest.
- Nie nabijamy się z Ciebie. Przynajmniej ona. Ze mną nigdy nie wiadomo. - Uwielbiam drażnić ludzi.
- J-ja... ale... d-dlaczego... - to się robi coraz ciekawsze - p-przecież ty... - zaraz pęknę ze śmiechu - możesz mi wyjaśnić o co chodzi?
- Problem w tym, że wtrącasz nos w nie swoje sprawy. Nie interesuj się mną. To nic dobrego nie wróży. - uśmiechnęłam się pod nosem będąc rozbawiona całą tą sytuacją. Czy on zawsze jest taki naiwny?
- Ale j-ja...
- To nie on się "Tobą" interesuje. Żadne z nas tego nie robi. Po prostu chciałem wiedzieć, czy jesteś nowa w mieście. Nie widziałem Cię tutaj wcześniej. - jego kolega wreszcie się odezwał. Przynajmniej wiem, że nie jest niemową.
Na chwilę zabrakło mi słów. Już miałam rzucić jakąś ripostę, ale jak zauważyłam, że błękitnooki patrzy na mnie z powagą, postanowiłam się jednak zamknąć...
Boże, co ja robię!? Ja?! Nie chcę się odezwać?! Przez to, że jakiś blondaś stanął w obronie swojego idiotycznego kumpla i teraz patrzy w moje oczy?! Cate, co się z tobą dzieje!?
- Dla Twojej wiadomości, JA, nie jestem osobą, z którą możesz pogadać o bezsensownych głupotach. Nie lubię, gdy ludzie chcą się czegoś o mnie dowiedzieć, a jak po prostu chciałeś być miły, to sobie odpuść. Mam ciekawsze rzeczy do robienia niż otwieranie się dla dwóch bezmózgich baranów, którzy myślą, że wystarczy się uśmiechnąć, a ludzie już będą na twoje rozkazy!!! Znajdźcie sobie jakiś naiwniaków, którzy was wysłuchają, ale na mnie nie liczcie!!!
Wykrzyczałam im prosto w twarz, to co o nich sądzę. Za kogo oni się mają, żeby mnie "poznawać"!? Błagam!! Na ich miejscu już dawno bym zwiała stąd. Oni w ogóle się nie boją!? No tak, przecież jestem dziewczyną, jak można bać się dziewczyny? Pierdolone seksistowskie przekonania!!! Nienawidzę takich tępych bufonów, którzy myślą, że mogą wszystko!!!
Już miałam wyjść, kiedy przypomniałam sobie o czymś. Nauczka na przyszłość.
-Aha, jeśli któreś z was, zechce się mną interesować, to niech wie, że to, nie skończy się dla niego dobrze. Mam swoje znajomości i wiem jak sprawić, żeby ktoś zniknął bez jakiegokolwiek zainteresowania się tą sprawą przez policję, przyjaciół i rodzinę. I dla waszej wiadomości - tak, jestem KRYMINALISTKĄ. Więc lepiej trzymajcie się ode mnie z daleka, jeśli chcecie zobaczyć jutrzejszy dzień.
Musiałam ich trochę nastraszyć. Nie mogą ingerować w czyjeś życie. Zwłaszcza moje. Mam nadzieję, że ta wiadomość do nich dotarła i wyciągną z niej wnioski. Poza tym trochę naściemniałam. To prawda mam wtyki w wielu sprawach i moje konto do czystych nie należy, ale nie potrafiłabym zdjąć bezbronnego człowieka za nachalną dociekliwość. Nie wiem, czy w ogóle potrafiłabym zdjąć kokokolwiek. To prawda,
jestem kryminalistką... ale nie do końca.
Wszystko zaczęło się jak miałam 14 lat. Mieszkałam w Madrycie, w Hiszpanii. Musiałam znać hiszpański, by porozumieć się z kimkolwiek. Z rodzicami nie układało mi się najlepiej, miałam problemy w szkole, w dodatku zaczęłam brać narkotyki. Gdy moja mama się o tym dowiedziała wpadła w szał. Zakazała mi wszystkiego co jest możliwe, krzyczeć na mnie. Mój tata był w pracy, więc nie usłyszał tej kłótni. On nie, ale pół osiedla na pewno. Nigdy nie widziałam matki w takim stanie. Była załamana i wkurzona jednocześnie. Zabroniła mi wychodzić z domu, ale ja i tak się wymknęłam. Wróciłam o 5 nad ranem. Na moje nieszczęście ojciec zdążył wrócić i dowiedzieć się wszystkiego od niej. Myślałam, że to z nią będzie problem, ale się pomyliłam. Nie sądziłam, że będzie w stanie coś mi zrobić. Kiedykolwiek. A on mnie uderzył. Prosto w twarz, powodując, że następnego dnia miałam limo pod okiem. Wyglądałam okropnie. Wszyscy ze mnie szydzili, wytykali palcami. Po powrocie do domu zauważyłam moje walizki przed drzwiami i karteczkę z dopiskiem :
"Cate, oto Twoje rzeczy. Gdy byłaś w szkole Twój ojciec wszystko spakował. Kazał mi przekazać, żebyś nigdy nie wracała do domu, gdyż nie jesteś już jego córką. Nie udało mi się go przekonać do zaprzestania tego, a wiesz jaki on jest. Nie miałam odwagi powiedzieć Ci tego w twarz, więc napisałam ten list z nadzieją, że zrozumiesz to wszystko. W torbie jest koperta z małymi oszczędnościami. Masz tam także adres Twojej ciotki Ally. Możesz się do niej przeprowadzić w każdej chwili. Wiedz, że zawsze będziesz tu mile widziana, tylko nie wracaj tutaj w najbliższym czasie. Tata by tego nie zniósł. Mam nadzieję, że nie jesteś zła, i że uda Ci się jakoś poradzić w życiu."
Trzymaj się, mama
Trzymaj się. Ten dopisek darowałaby sobie. Do dziś nie mogę uwierzyć, że to zrobiła. Postanowiłam, że skorzystam z tych pieniędzy, ale do ciotki się nie przeprowadzę. Nie wytrzymałabym psychicznie. Ona jest nienormalna. Rok później, postanowiłam odwiedzić mamę w jej urodziny. Dzięki Bogu, ojciec znowu gdzieś wybył. Jak mnie zobaczyła, to rzuciła się na mnie i uściskała jak nigdy. Nie powiem, że za nią nie tęskniłam. Było mi jej brak. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że "kochany tatuś" wrócił wcześniej do domu. Jak mnie zobaczył, to siłą wyrzucił z domu klnąc w niebo głosy i wyzywając od suk, szmat i innych na cały głos. Większość sąsiadów wyszła na dwór by zobaczyć co się dzieje. Po drodze zdążył spoliczkować mnie cztery razy. Uderzył także mamę. Ona tylko próbowała go zatrzymać i pozwolić mi zostać. Pamiętam jakby to było wczoraj.
- Nie!!! Zostaw mnie!!! Proszę, tato!!! Nie rób mi... - nie zdążyłam dokończyć, bo znowu moja twarz odwróciła się w lewo pod wpływem uderzenia. Dlaczego on mi to robi?! Dlaczego?! Co ja mu zrobiłam!?
-Zostaw ją!!! Proszę!!! Pozwól jej zostać!! To nasza córka!!! Czy to do Ciebie nie dociera!? - moja mama bezskutecznie próbowała go zatrzymać. Powinna tego nie robić.
- Tato!!! - znowu mnie uderzył i rzucił mną o podjazd, jakbym była jakąś zabawką. Moja twarz była cała we krwi. Musiałam wyglądać fatalnie. Gdy znów spróbował mnie uderzyć jego drogę zastawiła mama, którą również zranił i dodatkowo rzucił o mur. Straciła w jednej chwili przytomność. Gdyby on zauważył co właśnie uczynił. Gdy skończył mnie bić, odwrócił się by zobaczyć co z jego żoną. Leżała nieprzytomna, cała zakrwawiona. Szybko do niej podbiegł, aby jej pomóc. Było za późno. Zabił ją. On ją zabił!!!!
- Nie!!! Mamo!!! Błagam, nie!!! - krzyczałam bezskutecznie próbując ją obudzić. Nie docierało do mnie co właśnie się stało.
- Potworze!!! Zabiłeś ją!!! Jak mogłeś?! Jesteś bezuczuciowym dupkiem i powinieneś smażyć się w piekle. Oby Twoja śmierć była bolesna!!! Nigdy Ci tego nie wybaczę!!!! - stałam tam i krzyczałam jak głupia, podczas, kiedy on zastygł w miejscu. Nie potrafił się ruszyć. Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Jeśłi on naprawdę sądzi, że to pomoże... Jedna łza.. JEDNA ŁZA!!! Ja wyglądałam jak potwór będąc cała we krwi i pozwalając by łzy ciekły mi strumieniami z oczu i rozmazały mój cały makijaż, a on wydobył się na jedną łzę!? Nie wierzę!!! Nigdy nienawidziłam nikogo tak mocno jak nienawidzę jego w tym momencie. Byłam roztrzęsiona, załamana. Mój własny ojciec zabił moją matkę. NA MOICH OCZACH!!!
- Cate. - próbował się do mnie odezwać, myśląc, że mnie uspokoi. - ja...
- Nie odzywaj się do mnie!!! Nie chcę Cię więcej znać!!! - krzyknęłam i uciekłam płacząc i słuchając jak bez skutku próbował mnie nawołać, bym zawróciła. Nigdy nie byłam tak roztrzęsiona. Czułam się fatalnie.
Po godzinie wróciłam do domu. Było około drugiej nad ranem. Dziwię się, że gliniarze jeszcze nie przyjechali. W miejscu, gdzie leżała moja matka została tylko kałuża krwi. Światło w salonie było zapalone, co znaczyło, że musi siedzieć w domu. To co zrobiłam za chwilę, wywróciło mój świat do góry nogami. Na podeście znajdowała się wycieraczka. Jako, że była materiałem, wyciągnęłam z kieszeni pudełko zapałek, zapaliłam jedną i rzuciłam na wycieraczkę. Oddaliłam się na bezpieczną odległość i patrzyłam jak dom staje w płomieniach. Czułam ulgę. Musiałam to zrobić. On na to zasługiwał. Udało mi się usłyszeć kilka błagalnych krzyków o pomoc, ale ja nie miałam najmniejszej ochoty mu jej udzielić. Chciałam by poczuł to co ja czułam. Po paru minutach na miejscu znalazła się policja i straż pożarna. Najwyraźniej ktoś z sąsiadów musiał ich wezwać. Nie zwracałam na nich uwagi. Patrzyłam jak wszystko co miałam płonie i ginie. Strażacy od razu rozpoczęli ratowanie. Żaden z nich nie odważył jednak wejść do domu. Po prostu polewali go wodą. Jakby to miało pomóc.
- Cattleya Rackel? - podszedł do mnie policjant z kajdankami w rękach. - jest pani zatrzymana pod zarzutem spowodowania pożaru i śmierci osoby. Pojedzie pani z nami na komisariat.
Nie stawałam żadnego oporu. Wiedziałam, że to nic nie da. Było zbyt wiele świadków. Każdy to widział. Patrzyli na mnie ze wstrętem w oczach. Bali się mnie. Nie dziwię im się. Gdyby tylko wiedzieli jak to się zaczęło.
Zostałam zatrzymana w poprawczaku na trzy lata. Nie mogli mnie wsadzić do więzienia. Teoretycznie to mogli, bo zabiłam kogoś, ale stwierdzili, że jestem chora psychicznie. W moje osiemnaste urodziny postanowili mnie wypuścić. W niecały tydzień przeniosłam się do Sydney, by zacząć nowe życie. Pomogła mi w tym mama Alexis, która przyjaźniła się z Ally. Wiele jej zawdzięczam. Gdy wreszcie postanowiłam wyjść na miasto, Alex zaproponowała byśmy poszły na siłownię. Na nieszczęście ci idioci, zaczęli się na nas gapić. Alex jest bardzo opiekuńcza i wyrozumiała dla mnie i rozumiem fakt, że próbuje ich ode mnie odciągnąć, ale to plotkara, a im mniej wiedzą, tym lepiej.
- Jesteś okrutna - dziewczyna wreszcie postanowiła się odezwać. Szkoda, że dopiero, kiedy wracałyśmy do szatni - daj spokój są mili.
- Możliwe. Ale ja nie lubię miłych osób. Sama do nich nie należę.
Choć nie będę ukrywać, ten blondasek w przeciwieństwie do idiotycznego kolegi wydawał się być inny. Jeszcze ten kolczyk w wardze. Pewnie próbuje się dostosować do otoczenia. Wygląda na zamkniętego w sobie. Nie powiem nie, ma coś w sobie co sprawia, że jest odmienny od reszty. Przynajmniej ja tak sądzę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)